Ondela prosi Cię o rzeczy osobiste, więc należy Ci się jasna odpowiedź, co się z nimi dzieje. Poniżej jest ona bez ogródek — łącznie z tym, czego jeszcze nie ma.
Twoje wpisy są szyfrowane osobnym kluczem dla każdego konta i leżą na serwerze w Holandii. Aplikacja i baza danych działają na serwerach Railway w Amsterdamie. Wpisy, transkrypcje, Portret, rozmowy i medytacje są przechowywane tam. Nagranie po przepisaniu nie zostaje — chyba że to włączysz.
Szyfrowanie obejmuje bazę i dysk: sam podgląd bazy albo plików nie pokazuje wpisów, rozmów, Portretu ani nagrań. Odszyfrowuje je działająca aplikacja, więc osoba, która ją prowadzi, ma do nich dostęp — o tym niżej. Daty, kategorie i inne dane techniczne nie są szyfrowane, żeby dało się po nich wyszukiwać.
Poza Tobą — osoba prowadząca tę aplikację: Damian Malinowski, administrator danych, kontakt [email protected]. Osoba prowadząca aplikację ma dostęp do serwera i nie zagląda do wpisów. Gdyby kiedyś musiała — bo poprosisz o pomoc z konkretnym wpisem — uprzedzi Cię, zanim to zrobi. Nie ma tu zespołu, moderacji ani nikogo, kto czyta wpisy w ramach obowiązków.
Inni użytkownicy nie mają dostępu do Twoich danych. Każde konto jest oddzielone na poziomie bazy i aplikacji.
To jest najważniejsza rzecz na tej stronie. Żeby cokolwiek z nimi zrobić, aplikacja wysyła treść — a przy nagraniu także sam głos, żeby zamienić go na tekst — do trzech dostawców: Anthropic, OpenAI i ElevenLabs, którzy przetwarzają ją na serwerach w Unii. Na ich zasady przechowywania osoba prowadząca aplikację nie ma wpływu. Konkretnie:
Idzie tam sama treść, bez Twojego adresu e-mail i bez identyfikatora konta — więc jeśli powiesz swoje imię, ono też pojedzie. Dostawcy przetwarzają te treści po to, żeby zwrócić wynik — jeśli ich zasady przechowywania są dla Ciebie istotne, sprawdź je u nich.
Poza treścią: Twój adres e-mail trafia do Resend, który wysyła link do logowania. Nic więcej — żaden wpis ani fragment Portretu tam nie idzie.
Aplikacja zapisuje też, które ekrany otwierasz — samą nazwę ekranu, nigdy treści wpisu ani fragmentu rozmowy, i bez adresu IP. Ekran kryzysowy nie jest zapisywany wcale. Ten zapis zostaje przez rok, a skasowanie konta usuwa go razem z resztą.
Po co: żeby wiedzieć, które części aplikacji są w ogóle używane, a które stoją puste. Ten zapis nie trafia do żadnej firmy analitycznej — zostaje w tej samej bazie, co reszta, na tym samym serwerze.
Bezterminowo, dopóki ich nie usuniesz albo nie poprosisz o usunięcie. Dziennik jest celowo trwały — bez historii nie ma wzorców ani Portretu.
Pojedynczy wpis kasujesz w każdej chwili. Usuwasz wpis — znika z Dziennika, z Portretu, z Echa dnia i z podsumowania tygodnia razem z cytatami, które z niego wzięto. Rozmowa albo medytacja, która już z niego powstała, zostaje, dopóki jej nie usuniesz.
Konto kasujesz sam_a, w Koncie. Znika wszystko, co napisałeś_aś, i nie da się tego cofnąć — zostają tylko zapisy o kosztach, bez powiązania z Tobą.
Znajdziesz to w Koncie. Kasowanie działa od razu: nie ma okresu na rozmyślenie się ani kosza, z którego dałoby się cokolwiek wyjąć. Adres zwalnia się, więc możesz kiedyś wrócić — na nowe, puste konto.
Eksportu danych jeszcze nie ma. Jeśli chcesz zabrać swoje wpisy ze sobą, napisz na [email protected] przed skasowaniem konta — potem nie będzie już czego wysłać.
Wpisy w dzienniku mówią o samopoczuciu i zdrowiu, a takie dane prawo (RODO, art. 9) chroni mocniej niż zwykłe. Przetwarzanie ich opiera się na Twojej wyraźnej zgodzie — tej, którą potwierdzasz na ekranie przed pierwszym wpisem, a nie na zaakceptowaniu regulaminu przy okazji.
Zgodę można wycofać w każdej chwili, pisząc na [email protected]. Wycofanie oznacza usunięcie konta wraz z historią — bez tych danych aplikacja nie ma czego prowadzić. To, co wydarzyło się do tego momentu, pozostaje zgodne z prawem.
Terapii. Ondela zaczyna od słuchania. Gdy o to poprosisz, sięga po techniki znane z nurtu poznawczo-behawioralnego, uważności i stoicyzmu, tak jak aplikacja do biegania sięga po fizjologię, nie będąc lekarzem. Nie diagnozuje, nie leczy i nie zastępuje człowieka, który to potrafi. Ale może być tym, co robisz wcześniej: po kilku tygodniach masz własne słowa, przykłady i to, co się powtarza. Do gabinetu wchodzisz z tym, zamiast zaczynać od „nie wiem, od czego zacząć”. A jeśli już masz kogoś dobrego, Ondela tego nie zastępuje.
Ocen ani diagnoz. „Wygląda na to, że…”, nigdy „jesteś osobą, która…”. W rozmowach każdą odpowiedź sprawdza osobna bramka pod kątem języka diagnozy. W Echu i Portrecie pilnuje tego instrukcja modelu i Twój przycisk do usunięcia obserwacji.
Postaci, która za Tobą tęskni. Ondela nie udaje osoby: nie tęskni, nie pyta, czemu Cię nie było. Kiedy zamkniesz aplikację, nikt Cię nie ściga. Nazwa brzmi jak imię, ale to nie jest niczyje imię.
Kiedy jest naprawdę źle. Zwykły ciężki dzień (smutek, złość, płacz, „nie daję rady”) to nadal zwykły dziennik: zostaje zapisany i zwykle nic nie odpowiada. Jeśli jednak powiesz coś, co brzmi jak zagrożenie życia, Ondela stara się to rozpoznać i robi mniej, nie więcej: wpis zostaje w Twoim Dzienniku, oznaczony, ale nie idzie dalej, nie do Portretu, nie do Echa, nie do żadnej propozycji. Zamiast Echa pokazuje krótką wiadomość i numery do ludzi, którzy potrafią pomóc teraz. Aplikacja sama nie dzwoni po nikogo i nikogo nie powiadamia. To program i może się pomylić, dlatego ten numer zabierz stąd niezależnie od aplikacji: 116 123 (bezpłatny), a w zagrożeniu życia 112.
Wersja tekstu: 2026-09-14d-eu. Przy istotnej zmianie aplikacja poprosi o ponowne potwierdzenie.